Na koniec tej serii warto odpowiedzieć na pytanie, które nasuwa się samo po przeczytaniu poprzednich dziewięciu wpisów: skoro tyle rzeczy trzeba pilnować, to co konkretnie kryje się pod hasłem "opieka nad WordPressem", które od czasu do czasu pojawia się w ofertach agencji i freelancerów? Bo to nie jest jedna czynność - to zestaw kilku nawyków, powtarzanych regularnie, zamiast robionych raz i zapominanych.
Jak często to w ogóle trzeba robić
Częstotliwość poszczególnych czynności różni się w zależności od tego, jak ważna jest dla Ciebie strona. Aktualizacje wtyczek i WordPressa sprawdza się zwykle raz w tygodniu, backup wykonuje się automatycznie codziennie albo raz w tygodniu w zależności od tego, jak często zmienia się treść, a przegląd kont dostępowych i zbędnych wtyczek wystarczy robić raz na kilka miesięcy. To nie jest praca na cały etat - to raczej krótkie, regularne rytuały, które w sumie zajmują niewiele czasu, ale muszą się odbywać systematycznie, żeby miały sens.
Z czego naprawdę składa się regularna opieka
- Aktualizacje wtyczek, motywu i samego WordPressa. Nie jednorazowo, tylko na bieżąco, z przetestowaniem, że nic się po drodze nie zepsuło - dokładnie to, o czym pisałem we wpisie o wtyczkach, które trzeba aktualizować.
- Regularny przegląd tego, co w ogóle jest zainstalowane. Usuwanie zbędnych wtyczek i kont, o czym pisałem w kolejnych częściach serii - żeby strona nie obrastała latami w rzeczy, o których nikt już nie pamięta.
- Monitoring bezpieczeństwa. Regularne sprawdzanie, czy w plikach strony nie pojawiło się coś, czego nie powinno tam być - żeby ewentualny problem wychwycić w ciągu godzin, a nie tygodni.
- Regularne kopie zapasowe. Wykonywane automatycznie, w odpowiednim odstępie czasu, przechowywane w bezpiecznym miejscu (nie tylko na tym samym serwerze co strona) - tak, żeby zawsze było do czego wrócić.
- Szybka reakcja, gdy coś się psuje. Ktoś, kto odbiera telefon albo maila, kiedy pojawia się biały ekran albo strona zaczyna się dziwnie zachowywać - zamiast szukania pomocy w panice, od zera, dopiero w momencie awarii.
Przeciwieństwo: "postawiłem i zapomniałem"
To najczęstszy scenariusz, z jakim się spotykam. Strona zostaje zbudowana, przekazana klientowi, i od tego momentu nikt się nią systematycznie nie zajmuje - dopóki coś nie przestanie działać. Taka strona zwykle przez pierwszy rok czy dwa działa bez większych problemów, co utwierdza właściciela w przekonaniu, że opieka nie jest potrzebna. Prawdziwy koszt tego podejścia ujawnia się później - w postaci nagromadzonych zaległości w aktualizacjach, rosnącej liczby niepotrzebnych wtyczek i coraz większego prawdopodobieństwa, że automat opisany w pierwszym wpisie tej serii w końcu znajdzie tę konkretną, nieaktualną stronę.
Tak jak przegląd samochodu nie polega na jednorazowej wizycie w warsztacie, tylko na regularnych, zaplanowanych kontrolach, tak opieka nad stroną działa najlepiej jako stały, powtarzalny proces - nie coś, co robi się raz, kiedy już coś się zepsuło.
Czy na pewno tego potrzebujesz
Nie każda strona wymaga tego samego poziomu opieki. Prosta wizytówka firmowa, aktualizowana raz na rok, to inna sytuacja niż sklep internetowy obsługujący codziennie transakcje klientów. Ale jedna zasada dotyczy praktycznie każdej strony na WordPressie: im dłużej strona stoi bez żadnej kontroli, tym większe ryzyko, że problem, który dałoby się zauważyć i naprawić w kilka minut, przerodzi się w coś, co kosztuje dużo więcej czasu, pieniędzy i nerwów - jak pokazywałem w poprzednim wpisie o kosztach zaniedbania.
Dobrym testem jest zadanie sobie kilku prostych pytań: Czy wiesz, kiedy strona była ostatnio aktualizowana? Czy istnieje jej aktualna kopia zapasowa, sprzed mniej niż tygodnia? Czy wiesz dokładnie, kto ma do niej dostęp administracyjny? Jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiedź brzmi "nie wiem", to niezależnie od wielkości strony, jest to sygnał, że warto to uporządkować - niekoniecznie od razu wykupując pełny pakiet opieki, ale przynajmniej robiąc jednorazowy przegląd, który pokaże, w jakim stanie strona faktycznie jest.
Zamiast zakończenia
Przez dziesięć wpisów tej serii starałem się rozłożyć na czynniki pierwsze to, co dla wielu właścicieli stron na WordPressie jest czarną skrzynką - dlaczego strona jest celem ataków, dlaczego trzeba aktualizować wtyczki, dlaczego zapomniane konta są niebezpieczne, i co robić, kiedy coś jednak pójdzie nie tak. Jeśli jest jeden wniosek, który warto zapamiętać z całej serii, to ten: WordPress nie jest ani bezpieczny, ani niebezpieczny sam z siebie. Jest tym, na co pozwoli mu się stać brak regularnej uwagi.
Jeśli po przeczytaniu tych dziesięciu wpisów rozpoznajesz swoją stronę w którymkolwiek z opisanych scenariuszy - nieaktualne wtyczki, zapomniane konta, brak backupu, niepewność co do tego, kto właściwie się tym wszystkim zajmuje - to dobry moment, żeby to zmienić, zanim zrobi to za Ciebie jakiś automat przeczesujący internet.
Chcesz to wdrożyć u siebie?
Opisz swój projekt, a odpiszę w ciągu 24h z konkretną propozycją.